Wolność & stabilizacja

A gdyby tak rzucić to wszystko i wyjechać...? Czym jest wszystko? Czyli wolność & stabilizacja. Zawsze zazdrościłam ludziom , którzy od młodych lat wiedzą, o co im chodzi w życiu. Znają swoje powołanie i odnajdują się w miejscu, w którym żyją lub szybko znajdują jakieś odpowiednie dla siebie. Mało kto ma jednak tyle szczęścia i raczej trzeba szukać swoich pasji, uczyć się siebie, próbować i błądzić. W wieku jakichś 6 lat myślałam, że będę księżniczką Disney'a, w wieku 8 lat- weterynarzem, w wieku 10-12 planowałam mieć dom obrośnięty bluszczem i dużą rodzinę, podczas gdy w późniejszym okresie buntu nastoletniego stwierdziłam, że żadnych dzieci mieć nie będę i pewnie stąd wyjadę. Śmieję się teraz do monitora, bo rozstrzał miałam naprawdę niezły, nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że z którymś z tych planów nie dam sobie rady (za co serdecznie dziękuję rodzicom). Nigdy nie powiedzieli mi „Nie dasz rady”, „To jest dla Ciebie za trudne”. Mówili „Spróbuj, kto wie”, „A może w tę stronę...”. 

Poradziłam sobie w życiu z wieloma rzeczami, bo po prostu nikt nie powiedział mi, że są trudne. Na dzień dzisiejszy wiem, że księżniczką na pewno nie chcę być! Weterynarz to super pomysł, ale nie dla mnie, a dom wystarczy, aby był bezpieczny i szczęśliwy, nie musi być wcale duży. Bez bluszczu też się obejdzie. Dzisiaj wiem, że chcę pracować, być szczęśliwa, skończyć studia psychologiczne, pisać, osiągnąć spokój ducha, równowagę i wolność. Poza kilkoma konkretami, planuję raczej ogólnikami, bo i tak życie zweryfikuje każdy, zbyt dokładnie zarysowany pomysł. Lepiej jest mieć szkielet, a reszta dochodzi z czasem. Tylko, jak pogodzić pracę na etacie i jednostajne życie, które większość z nas prowadzi z potrzebą odkrywania, podróżowania i bycia wolnym? Na świecie jest tyle pięknych miejsc, że mając do dyspozycji 2 tygodnie w roku, nie zdążymy obskoczyć często nawet małej części tego, co chcielibyśmy zobaczyć. Nie mówiąc już o tym, że nawet wybierając wersję wakacji „chcę doświadczać i zobaczyć, a nie mieć all inclusive”- byłoby ciężko. 

Trzymamy się w życiu tego, co w miarę pewne (zwłaszcza teraz), bezpieczne, o pozwoli nam spłacać kredyt. Czy to już wyznacznik pełni szczęścia w dorosłym życiu? Mieć umowę na stałe, móc wziąć kredyt i przez resztę życia go spłacać, żeby na starość (o ile zdążymy) móc powiedzieć „Mieszkanie jest moje.”W miejsce słowa „mieszkanie” wstaw np. dom, samochód, czy co tam jeszcze. Wielu z nas, będąc na urlopie i widząc miejsca przypominające raj mówi „ Mógłbym tu zamieszkać”. Ilu z nas tak zrobiło? A myślimy tak o swoim miejscu zamieszkania? Ktoś mądry powiedział mi kiedyś w odpowiedzi na moje porywcze, sięgające niemal Kambodży plany „ Wyspy są piękne, ale dobre tylko na chwilę. Potem dobrze jest móc wrócić do siebie.” A wy? Czujecie się tam, gdzie żyjecie „u siebie” i w zgodzie z sobą?
Copyright ©2022 Zzyciemnaty.pl, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin: 601