Zmiany. Przerażają, czy motywują?

Im starsza jestem i im bardziej próbuję złapać jakieś stałe w życiu, tym bardziej widzę, że jedyną pewną stałą w tym niekończącym się równaniu z milionem x-ó są zmiany. Co czujecie, gdy coś w Waszym życiu się zmienia albo ilekroć sami coś zmieniacie? Czy daje to kopa wprzód, czy raczej przyprawia o nerwowe kołatanie serca? Jestem teraz w momencie, w którym zmieniam bardzo dużo i bardzo szybko. Pracę, mieszkanie, miasto. Kiedyś trzęsła bym się ze strachu na taką ilość niewiadomych i nowych rzeczy. Teraz...też się boję, ale gdy odczuwam ten strach, to po chwili łapię się na tym, że mam uśmiech na twarzy. Wiele razy uznałam coś za stałość i to tak absolutną, że nic nie mogło jej zachwiać. Czy to była praca, czy mieszkanie, czy najczęściej osoba. Teraz wiem, jak bardzo to niepraktyczne, bo ilekroć ta stała rzecz się rozsypała, rozsypywało się wszystko, cały świat, cały sposób myślenia i całe bezpieczeństwo. 

Jakże ciężko jest zaakceptować fakt, że niemal wszystko MIJA, że wszystko się skończy. Jest to jednak zdrowe, aby spróbować stać lekko z boku, lekko na dystans. Może najważniejsze w życiu jest to, żeby to bezpieczeństwo umieć dać sobie samemu, a resztę traktować jako dopełnienie, które z czasem może zostać zamienione na inne. Czasami pozytywy i sens ciężko nam zobaczyć patrząc z tak bliska na nasze życie. Czasem trzeba oddalić się i spojrzeć z dystansu, a ten dystans to najczęściej czas. Z perspektywy czasu widać nie raz, jak utrata pracy albo rozstanie mogło mieć dla nas zbawienny wpływ i jak otworzyło nas na nowe, najczęściej lepsze. Dajcie znać, jak na Was wpływają zmiany. Uśmiechacie się i czekacie na lepsze, czy drżycie przed nieznanym?
Copyright ©2022 Zzyciemnaty.pl, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin: 591